przez ghost. » Wto Mar 09, 2010 4:15 pm
Prawda jest taka Oro, że szkoła oprócz bycia szkołą sensu stricte jest też zakładem pracy. W zakładzie pracy są jak ogólnie wiadomo pracownicy (znaczy my, durne belfry ze średniowiecza). Pracowników zatrudnia Dyrektor i musi im zapewnić pewne minimum godzinowe (zazwyczaj 18 godzin w tygodniu). Gorzej, jeśli liczba lekcji jest za mała aby takiemu pracownikowi dać umowę na pełny etat (tragedia pracownika, ale to belfer więc who cares?). Lepiej jest, jeśli durny belfer ma uprawnienia do nauczania dodatkowego przedmiotu.
Bywa też i tak, że chciałoby się uczniom odpuścić tę łacinę i dołożyć angielskiego, ale cóż - nie ma kto tego uczyć. Brakuje anglisty i co teraz?
To narzędzie pozwala dyrekcji dołożyć pracownikowi godzin tak, aby dostał pełne zatrudnienie, a pracę szkoły objąć jakoś z sensem.
Niestety Dyrektor musi wybierać co bywa dla szkoły ważniejsze. Czy wywalić cenionego pracownika z długoletnim stażem na bruk, czy dołożyć w szkole pewną nowość. Od tego jest dyrektorem, żeby podejmować trudne decyzje i potem być za nie odpowiedzialnym.
Najprościej rzecz ujmując - łacina może jest i be, ale jednak w ogólnym rozrachunku daje uczniom pewne nowe możliwości. Oprócz tego ratuje to sytuację pracowniczą.
A uczniowie - cóż, jak sięgnąć pamięcią zawsze pomstowali na wszelkie obowiązki. Dla nich zapewne najlepiej byłoby mieć 20 godzin w-f i codzienne po max. 4 lekcje. Założę się, że gdyby zamiast łaciny zarządził extra godziny z niemieckiego znalazłoby się kilku uczniów głośno protestujących, że niemca i tak dużo i po co jeszcze więcej.
Otwarło się przejście do waszego świata. Powracam!