IrmaTineVar napisał(a):Już przedstawiam moją sytuację.
Jestem wychowawcą w świetlicy środowiskowej, trójka moich podopiecznych uczęszcza właśnie do tej klasy. Ze strony rodziców zaangażowanie w naukę szkolną ich dzieci jest znikome, żeby nie powiedzieć zerowe.
Dzieci oczywiście (brzydko mówiąc) mają szkołę gdzieś i średnio przejmują się swoimi wynikami przez cały rok szkolny. Po całym roku ciężkiej pracy udało mi się przekonać ich do tego, że jednak jest szansa i warto jeszcze popróbować i powalczyć o to, żeby pomyślnie skończyć tę klasę.
Jeśli chcesz im pomóc i masz na nich jakikolwiek wpływ, to przekonaj ich, żeby się pouczyli na bieżąco (przez co powinni uniknąć jedynek z tych kartkówek) i przede wszystkim, żeby zmienili swój stosunek do szkoły, do nauki, do nauczycieli na właściwy, nieroszczeniowy i niearogancki. Powiedz im o zaletach takiej postawy oraz o zdecydowanie większych szansach na zmianę stosunku nauczycieli do nich. To
oni muszą się "przełamać" i jak najszybciej dostosować do wymagań nauczycieli, nie odwrotnie. Im szybciej to zrobią, tym większa szansa powodzenia.
Najlepiej, żebyś do tego przekonała tych twoich trzech podopiecznych, a oni "przeciągnęliby" na swoją stronę innych rozsądnych, niezdemoralizowanych uczniów, którym może też warto pomóc. Jeśli jesteś dla nich autorytetem (a z opisu wynika, że raczej jesteś), to widzę tu dużą szansę, większą, niż gdyby brał się za ich "naprawianie" zwykły nauczyciel. Więc wykorzystaj to. Niepokoi mnie jednak to, że Twoja pomoc miałaby polegać na wspólnym szukaniu "haka" na szkołę podczas, gdy ze strony szkoły wszystko wydaje się być w porządku.
Ja bym chyba najpierw zebrała tych trzech i zmieniła ich nastawienie do obowiązków szkolnych. To oni sami muszą chcieć sobie pomóc, Ty ich możesz tylko pokierować. Jeśli uda ci się ich „złamać”, to niech zaproszą do ciebie innych uczniów, równie gotowych na zmianę swojego nastawienia do obowiązków. Ustalcie wspólnie kolejne kroki działania. Na początek pewnie trzeba, by przysiedli porządnie do nauki. Może nawet powinni to zrobić przy tobie, pod twoim nadzorem. Niech na bieżąco prowadzą notatki, zaglądają do książek, odrabiają zadania domowe – to podstawa. Na lekcjach zero wygłupów – na początku będzie to bardzo trudne dla nich, ale jeśli chcą… Chodzi o to, żeby przestali pajacować pod dyktando największych prowodyrów klasowych, a sami stawali się dla innych wzorem do naśladowania, wzorem uczniów, którzy zrozumieli swój błąd i chcą, póki jeszcze nie za późno, go naprawić.
Dobrze by było ich nakłonić (ale już po przyjęciu właściwej postawy wobec wymagań nauczycieli), by podeszli do wychowawcy, może do dyrektora, może do jakiegoś nauczyciela (a może po kolei do wszystkich) i przeprosili szczerze za swoje zachowanie i obiecali poprawę oraz poprosili o szansę na zdawanie zaległego materiału. Ale tu musieliby się wykazać dużą dojrzałością – zero roszczeń, maksimum pokory, skruchy i prawdziwej chęci zmiany swojego i zachowania.
Mam wrażenie, że się Wam uda. Życzę tego z całego serca.
W zaistniałej sytuacji odebrało się im jakąkolwiek szansę, po prostu odechciało im się walczyć o swoje. Na co dzień są uważani za gorszych, mniej zdolnych, ciągle się im to powtarza, a kiedy próbują coś z tym zrobić dostają po tyłku...
Widać, nie byli do tej pory przyzwyczajeni do normalnej nauki. Więc jeśli teraz nauczyciele wprowadzili zaostrzony rygor, to ci się buntują i rezygnują z nauki.